Co za horror na stadionie w Kartuzach. Występująca na własnym boisku i wciąż wierząca w awans do IV ligi Cartusia 1923 Kartuzy pokonała w hitchcockowych okolicznościach Potok Pszczółki 4:3 (1:0). Niebiesko- biało- czarni po bramkach Marcina Adamkiewicza i dwóch Rolanda Kazubowskiego wygrywali już 3:0, po czym dali sobie strzelić trzy bramki i goście doprowadzili do remisu 3:3 strzelając bramkę wyrównującą w doliczonym już czasie gry. Na szczęście w ostatniej akcji meczu Kartuzjanie za sprawą Macieja Jankowskiego  ustalają wynik spotkania na 4:3. Szersza relacja, składy i zdjęcia w rozwinięciu ....

Początek spotkania to raczej spokojne sprawdzanie się wzajemne przeciwników i gra bardziej w środku pola z nielicznymi wypadami pod bramkę rywali. Pierwsza groźną akcję bramkową przeprowadzili piłkarze Cartusii. Była to 22 minuta, w której na prawym skrzydle z piłką w kierunku linii końcowej popędził Robert Kitowski, który następnie idealnie dorzucił ją na 5 metr przed bramkę wprost do wbiegającego tam Pawła Rypla. Ten mając przed sobą całą bramkę i przez nikogo nie atakowany uderzył głową w jej kierunku, ale piłka nieznacznie poleciała obok słupka i niestety wyszła na aut bramkowy. Była to idealna okazja do strzelenia bramki. Kilka minut później, bo już w 26 minucie meczu Kartuzjanie przeprowadzają kolejną groźną akcje na prawym skrzydle. Tym razem w roli głównej wystąpił Paweł Rypel, który z boku pola karnego gości minął kryjącego go obrońcę i spod linii końcowej wycofał piłkę na strzał do Rolanda Kazubowskiego, którego uderzenie z linii bramkowej wybił wracający obrońca Potoku. W 37 minucie Kartuzjanie w końcu wychodzą na prowadzenie 1:0. W tej sytuacji piłkę z rzutu wolnego z okolic 22 metra uderzał na bramkę Roland Kazubowski. Dobrze uderzona nad murem, w krótki róg piłka obroniona została jeszcze przez golkipera gości Dariusza Osiniaka, który odbił ją jednak przed siebie, a najszybciej dobiegł do niej kapitan naszej jedenastki Marcin Adamkiewicz, który z bliskiej odległości wpakował futbolówkę do siatki nie dając żadnych szans bramkarzowi Potoku. Trzy minuty później niebiesko- biało- czarni mogli podwyższyć prowadzenie po ładnej, szybkiej kontrze, po której piłkę na połowie rywala otrzymał Zbyszek Bodzak. Zawodnik Cartusii wykorzystując przewagę liczebną zaraz po przejęciu futbolówki popędził z nią na bramkę i gdy wydawało się, że wbiegnie w pole karne i stanie oko w oko z bramkarzem Potoku, w narożniku pola karnego zgubił piłkę, którą wybił następnie wracający za nim obrońca gości. Pierwsza połowa skończyła się zatem skromnym prowadzeniem Cartusii 1:0.

Druga odsłona rozpoczęła się od mocnego uderzenia Cartusii. Była to 47 minuta, w której piłkę pod polem karnym Potoku przejął Rolad Kazubowski, który podprowadził ją nieco bliżej bramki i z linii pola karnego uderzył techniczne w jej kierunku, ale piłka o centymetry minęła słupek bramki. Minutę później Kartuzjanie prowadzili już 2:0. W sytuacji tej największy udział miał jednak bramkarz gości Dariusz Osiniak, który po otrzymaniu piłki od własnego obrońcy, zwlekał z jej wybiciem a następnie we własnym polu bramkowym wdał się w drybling z nękającym go napastnikiem Cartusii Rolandem Kazubowskim, który ostatecznie zblokował próbę wybicia piłki i zrobił to na tyle skutecznie, że piłka po odbiciu od nogi napastnika Cartusii poleciała z powrotem w kierunku bramki i wpadła do siatki. W takich kuriozalnych okolicznościach Kartuzjanie podwyższyli prowadzenie do 2:0. Chwilę później, bo w 52 minucie napastnik Cartusii Roland Kazubowski już nie z przypadkiem, ale pewnym uderzeniem z pola karnego wyprowadza Cartusię na prowadzenie 3:0. W sytuacji tej akcję na lewym skrzydle rozpoczął Paweł Piór, który z boku pola karnego idealnie zwiódł kryjącego go obrońcę, a następnie zacentrował piłkę przed bramkę wprost do wbiegającego tam Rolanda Kazubowskiego. Ten równie idealnie przyjął kierunkowo futbolówkę, mijając jednocześnie próbującego przeszkodzić mu obrońcę Potoku, a następnie z 10 metra technicznym i jakże precyzyjnym uderzeniem w kierunku dalszego słupka umieścił piłkę w siatce. Po strzeleniu trzeciej bramki w szykach Cartusii wdało się duże rozluźnienie, które szybko doprowadziło do straty bramki. Już w 56 minucie goście z Pszczółek wykonywali rzut rożny. Dorzucona w pole bramkowe Cartusii piłka kotłowała się tam i nikt nie potrafił jej skutecznie wybić i zażegnać niebezpieczeństwo. Ostatecznie futbolówka niezbyt pewnie odbita przez stojącego na linii bramkowej hiszpańskiego obrońcę Cartusii Aleksandre Ochoa Pineiro nie poleciała zbyt daleko i spadła w okolice 14 metra wprost pod nogi stojącego tam napastnika gości Kacpra Kossa, który nie zastanawiając się zbyt wiele uderzył z pierwszej piłki i ta poleciała z powrotem w kierunku hiszpańskiego obrońcy i odbijając się od niego wpadła do bramki. W taki sposób Aleksandre Ochoa Pineiro zdobył pierwszą samobójczą bramkę w barwach Cartusii. Niestety strzelona bramka podziałała niezwykle motywująco na gości, którzy uwierzyli w możliwość wywiezienia jeszcze z Kartuz korzystnego wyniku. W 75 minucie przy złym ustawieniu defensorów Cartusii piłkę na jej połowie przejął wprowadzony chwilę wcześniej na boisko napastnik Potoku Paweł Zemke, który pozostawiony bez krycia, przejął piłkę, wbiegł z nią w pole karne i w sytuacji sam na sam pewnym strzałem w krótki róg pokonał golkipera Cartusii Artura Babińskiego zdobywając w ten sposób kontaktową bramkę na 3:2. Po tej bramce w ekipie Cartusii zrobiło się jeszcze bardziej nerwowo. Kartuzjanie zagęścili defensywę, próbując zintensyfikować działania obronne i bronić skutecznie korzystnego jeszcze wyniku. Atmosferę mógł jednak szybko uspokoić Roland Kazubowski, który już w 78 minucie spotkania otrzymał piłkę w polu karnym gości i w dogodnej sytuacji uderzył z 10 metra na bramkę, ale trafił w stojącego na linii strzału obrońcę Potoku. W 86 minucie ten sam zawodnik kolejny raz miał okazję do uspokojenia gry. W sytuacji tej Kartuzjanie wykonywali rzut wolny z okolic 23 metra. Uderzona przez Rolanda Kazubowskiego piłka przelatując nad murem poleciała w kierunku bliższego słupka i przy braku reakcji bramkarza gości odbiła się od poprzeczki i niestety wyszła w pole. O dużym szczęściu w tej sytuacji mogli mówić piłkarze Potoku. W 89 minucie kolejny raz poprzeczka ratuje gości przed utratą bramki. Tym razem po strzale Pawła Pióra z 7 metra. Po tej akcji skończył się regulaminowy czas gry, do którego sędzia główny doliczył jeszcze 3 minuty. W czasie tym Kartuzjanie wykonywali jeszcze dwa, czy trzy rzuty rożne, które rozegrane „krótko” w zasadzie były tylko graniem na przetrzymanie i urwaniem trochę czasu, aby bezpiecznie dowieźć korzystny wynik do końca. Gdy wydawało się, że nic już nie może się stać, w jednej z ostatnich akcji meczu, w dość niegroźnej sytuacji, na 23 metrze od naszej bramki piłkę spod nóg jednego z piłkarzy Potoku wybił czysto Franek Sierszyński. Niestety przy wybijaniu tej piłki miał też kontakt z nogami przeciwnika, który przewrócił się na ziemie, w następstwie czego sędzia zinterpretował zagranie to jako przewinienie i podyktował rzut wolny dla gości. Do wolnego podszedł Daniel Jakuszczonek, który idealnie przymierzał nad skromnym murem piłkarzy Cartusii, po czym piłka poleciała w kierunku bliższego słupka i przy nieudolnej próbie obrony tego strzału przez golkipera Cartusii, który rzucił się w jej kierunku, wpadła do siatki. Była to 92 minuta meczu i jedna z ostatnich akcji tego spotkania, po której piłkarze Cartusii podłamani takim obrotem spraw chcieli już schodzić do szatni. Na szczęście zdołali jeszcze wykrzesać trochę sił i rzucili wszystko na jedną szalę. Zaraz po wznowieniu akcji ze środka przenieśli szybko grę pod pole karne gości i od razu dorzucili piłkę w pole bramkowe Potoku. Tam największym sprytem wykazał się Maciej Jankowski, który przedarł się przez gąszcz obrońców i sięgnął dograną piłkę, uprzedzając jednocześnie bramkarza i z 4 metra uderzył na bramkę. Futbolówka ku uciesze wszystkich sympatyków Cartusii przeleciała nad bramkarzem gości i wpadła pod poprzeczkę. Po strzeleniu bramki tej sędzia główny od razu zakończył to spotkanie nie pozwalając już nawet wznowić gry przez gości. Tak więc zdobyta przez Cartusie bramka na 4:3, była golem zdobytym w ostatniej akcji meczu. Załamani goście padli na ziemie i długo nie wstawali z niej nie mogąc uwierzyć w taki obrót spraw. Zupełnie odmienne nastroje panowały natomiast w drużynie Cartusii. Brawo za walkę do ostatniego gwizdka sędziego.

Składy drużyn :

Cartusia : Babiński- Raulin, Jankowski, Kitowski- Rypel, Ochoa Pineiro, Kuss, Bodzak (89’ Sierszyński), Adamkiewicz, Piór- Kazubowski;

Rez.: Petka- Sierszyński, Konkol, Dejk, Adamczyk;

Potok : Osiniak- Jaruszek, Czerwiński, Aneszko, Kolberg (60’ Perkul), Binkowski (kpt.) (46’ Pawlak), Jakuszczonek, Kukowski, Koss (71’ Zemke), Łazarski (60’ Wielewicki);

Rez.: Błasiak- Pawlak, Zemke, Wielewicki, Perkul,

Kartki :

Cartusia : -----

Potok : -------

Bramki :

1:0 Adamkiewicz (37’), 2:0 Kazubowski (48’), 3:0 Kazubowski (52’), 3:1 Ochoa Pineiro (sam. 56’), 3:2 Zemke (75’), 3:3 Jakuszczonek (92’), 4:3 Jankowski (94’);

Zdjęcia :